Śmierć dzieci otrzeźwiła wieś
Śmierć dzieci otrzeźwiła wieś. Zaczęli walczyć z pijanymi kierowcamiKarol Adamaszek
25.08.2014
Dopóki pod Staninem nie zginęły 12-letnia Karolina i 13-letnia Diana, kierowcy stawali "na piwko" pod sklepem, a w dobrym tonie było kryć sąsiada, który pijany wjechał komuś w płot. Tragiczna śmierć dziewczynek otrzeźwiła mieszkańców
Pod koniec kwietnia, w sobotni wieczór w Zastawiu (gmina Stanin, niedaleko Łukowa), Mirosław P. jechał seatem cordobą i śmiertelnie potrącił 12-letnią Karolinę i 13-letnią Dianę. Potem razem z pasażerem Sylwestrem S. uciekli.
Pierwszego po godzinie złapano S. Miał trzy promile alkoholu. Kierowca seata ukrywał się przez siedem godzin. Wpadł po obławie obok swojego domu. Wynik badania: promil.
Pijani przyjechali po wódkę
Śledztwo niedługo się zakończy, a P. wciąż siedzi w areszcie tymczasowym. Ma zarzuty za wypadek, w którym zginęły Karolina i Diana, oraz za ucieczkę. Będzie odpowiadał jako recydywista, bo złamał trzyletni sądowy zakaz siadania za kółkiem. Dostał go w grudniu 2013 r., bo wcześniej także jechał seatem mocno pijany - miał 2,26 promila. Wtedy skazano go na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na cztery lata.
Wydawało się, że będzie to sprawa, jakich wiele - media regularnie donoszą o kolejnych tragediach, do których przyczynili się kierowcy "na podwójnym gazie".
Mundurowi ustalili jednak, że chwilę przed wypadkiem obaj mężczyźni już wstawieni przyjechali do sklepu GS (gminnej spółdzielni) we wsi Gózd, tam kupili wódkę i ruszyli dalej. Sklep, według miejscowych funkcjonariuszy, to miejsce, gdzie wielokrotnie pito alkohol wbrew zakazowi spożywania go w miejscu publicznym. Regularnie interweniował tam dzielnicowy. Policja w końcu uznała, że trzeba z tym skończyć i wystąpiła do gminy o cofnięcie zezwolenia na sprzedaż trunków GS-owskiej placówce.
Autem w płot, świadków nie ma
- Wątpliwości było dużo. Obowiązuje przecież zakaz sprzedaży alkoholu nieletnim i nietrzeźwym. Można poprosić o dowód osobisty i sprawdzić wiek, ale jak ekspedientka ma sprawdzić trzeźwość? Jednak sprawa miała wymiar ogólnokrajowy i osobiście podjąłem decyzję o cofnięciu zezwolenia - mówił niedawno "Wyborczej" Krzysztof Kazana, wójt gminy Stanin.
Gminna Spółdzielnia nie składa broni. Będzie walczyć o uchylenie decyzji w Samorządowym Kolegium Odwoławczym.
- Pamiętam taką historię, jak ktoś wjechał sąsiadowi autem w płot. Wiedzieliśmy, czyj jest samochód, ale kierowca uciekł. Był oczywiście "ciachnięty", ale nic mu nie mogliśmy zrobić, bo inny sąsiad stwierdził, że to on prowadził. Traf chciał, że żadnych świadków nie było, choć trudno było w to uwierzyć - opowiada jeden z funkcjonariuszy.
Tymczasem lokalni policjanci zauważyli, że po śmierci Karoliny i Diany mieszkańcy Stanina zaczęli inaczej patrzeć na jazdę autem po kilku głębszych. Już nie jest im to obojętne.
Janusz Wójtowicz, rzecznik komendanta wojewódzkiego, był w Staninie, gdy materiał o wypadku na żywo emitowała TVN-owska "Uwaga". Nie miał najlepszych wrażeń. - Z relacji samych dzielnicowych wiem, że sytuacja już się zmieniła. Kiedyś zjawiskiem powszechnym było, że pod sklepami wystawali mężczyźni z piwkiem albo z czymś mocniejszym. Teraz tego nie ma. Policjanci wiedzą, że nawet same sklepy mają skargi od nietrzeźwych klientów, którym odmawia się sprzedaży alkoholu. Oczywiście nie możemy wykluczyć, że takie sytuacje jeszcze się zdarzają - opowiada.
Razem z Wójtowiczem w "Uwadze" wystąpił też Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. - Ten wypadek był ogromnym wstrząsem i tragedią dla tej społeczności. To ludzie sympatyczni, ale jednocześnie zamknięci i nieufni. Widziałem, że czują się bezradni wobec tego, co się stało. Postanowiłem zaangażować się w sprawę osobiście. Rozmawiałem z księdzem proboszczem, wójtem i starostą łukowskim. Okazało się, że pijani kierowcy to niestety norma, a sami samorządowcy obawiają się temu przeciwdziałać, bo czują presję mieszkańców, a więc i swoich wyborców, którzy często akceptują jazdę po pijanemu - relacjonuje.
Telefon po festynie: widzę pijanego
W niedzielę na gminnym festynie byli m.in. mundurowi z drogówki i dyrektor Brzózka. - Mówiłem, że warto reagować, gdy widzi się nietrzeźwego, który siada za kierownicę. Jeśli ktoś nie myśli o jego potencjalnych ofiarach, to przynajmniej niech uświadomi kierowcy, że i on poniesie konsekwencje swojego zachowania: pójdzie do więzienia, zostanie poważnie ranny albo po prostu zginie - tłumaczy szef PARPA.
Tuż po imprezie na komendę zadzwoniła kobieta, która zobaczyła pijanego mężczyznę prowadzącego renault. Policjanci złapali go już, gdy był poza autem. Alkomat pokazał u niego aż 2,44 promila.